czwartek, 27 marca 2014

Trzej muszkieterowie czyli szampony Timotei w natarciu!

Dzisiejsza notka miała powstać nieco wcześniej jednak dopiero dziś znalazłam chwilę aby naskrobać coś o szamponach Timotei, które goszczą u mnie już jakiś czas.

Najczęściej gości u mnie Timotei Pure Szampon 2w1 "Świeżość i czystość" ale o nim za chwilę.
Będąc bardzo zadowoloną z z serii Pure skusiłam się na Róże z Jerycha "Moc i blask".
Również jestem z niego zadowolona mimo tego, że mam po nim nieco większą tendencje do przetłuszczania niż po pozostałych kompanach Timotei. 
Jednak już ponad rok jestem wierna serii Timotei Pure - szampon lub wersja z odżywką.
Ostatnio dość wytrwale jest u mnie biała buteleczka i wreszcie cieszę się, że znalazłam coś dla siebie.
Oczywiście od czasu do czasu serwuję moim włosom inny kosmetyk jednak powrót do Timotei Pure jest bardziej niż pewny;)
Przyznam, że opcja 2w1 troszkę mnie przeraziła jednak stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia bo i tak myję włosy codziennie więc jeśli się nie sprawdzi nie będzie tragedii. Szampon mile mnie zaskoczył jednak nadal szorowałam (chyba bardziej z przyzwyczajenia) włosy codziennie. Dziś mogę sobie pozwolić na to aby włosy myć co drugi dzień. 


Włosy stały się bardziej świeże, lśniące, lekkie. Bardzo często efekt początkowy jest jak najbardziej "wow", a później włosy wracają do stanu wcześniejszego. Tego się obawiałam jednak jestem nadal zadowolona i jest to mój wierny towarzysz.
Dobrze oczyszcza, odświeża będąc przy tym delikatnym dla włosów. Zapach jak najbardziej ok. Dobrze się pieni, jest wydajny.
Koszt 400ml to około 6-7zł.

Na plus również zerowa zawartość parabenów, silikonów oraz barwników.



środa, 26 marca 2014

Mandarin'kowo mi...

czyli lakier Catrice w natarciu!


Wreszcie zabrałam się za zużywanie domowej kolekcji lakierów. Od wczoraj na pazurach gości Catrice 865 Yellow Sub-Mandarin.

Zakupiony już jakiś czas temu w pobliskiej Naturze za ok. 6-7zł. Zaintrygował mnie kolor, który strasznie zaczął mnie kusić i musiałam go mieć. Przyznam jednak, że w mojej głowie pojawiła się lekka obawa czy nie da na pazurach efektu blade zombie w natarciu;)
Gości u mnie już trzeci raz. Pierwszy raz dłużej niż dzień!! Niestety zauważyłam już lekkie starcia na końcówkach. Zobaczymy ile wytrzyma. Dodam, że poprzednie przygody kończyły się tym, że będąc niecierpliwą zaczynałam działać w domu co kończyło się musowym zmyciem lakieru.




Niestety aplikując mandarynkę musimy mieć sporo cierpliwości. Dwie warstwy lakieru wymęczyły mnie strasznie...865 ma tendencje do uroczych smug, które na szczęście po wyschnięciu są mniej widoczne (myślałam, że będzie tragedia!). Dla pewności czas oczekiwania na spokojne wyschnięcie zajął mi około godziny (z osuszaczem lakieru oczywiście). Przyznam, że do końca nie ufam wcześniejszej aktywności z świeżo położonym TYM lakierem.
Zdaję sobie również sprawę, że warto odczekać dłuższą chwilkę nakładając drugą warstwę jednak tutaj również warto poczekać jeszcze dłuższą. W tej kwestii również jestem niecierpliwa i być może za szybko przechodzę do drugiego malowania co w tym przypadku kończy się lekkim ciągnięcio-glutkiem. Nic na to nie poradzę ale mam w kolekcji również takie lakiery gdzie dość szybko można nakładać kolejną warstwę bez tego typu efektów więc ta kwestia jest dla mnie prawie, że niedopuszczalna nawet jeśli jest normą w wielu lakierach. Początkowo nawet pomyślałam "wow, może tak szybko schnie" jednak prawda była inna.
Na pierwszy rzut oka lakier prezentuje się ok. Przyznam, że kolor mi odpowiada. Takie małe wiosenne szaleństwo jest jak najbardziej wskazane. Zresztą nie można zaprzeczyć - Catrice ma fantastyczne kolory do wyboru. Mam jeszcze parę i zobaczymy jak się będą sprawować na pazurach.
Po jednym dniu widzę lekkie ścieranie na końcówkach. Na szczęście po wnikliwszym przyjrzeniu się. 
Szczerze powiedziawszy pierwszego pazura zobaczyłam dopiero na zdjęciu;)








wtorek, 25 marca 2014

Biedronkowe drzewko mam i ja!

Parę razy przechodziłam obok niego obojętnie, raz już wylądował w koszyku. Nie byłam jednak pewna po co mi tak naprawdę takie coś:)
Dziś na szybko wrzuciłam pierwsze z brzegu błyskotki (pomijam, że chyba tylko dwie były noszone w miarę regularnie;)) i stwierdziłam, że może jednak się przyda!
Dość ładnie się prezentuje (nie wiem jeszcze gdzie wyląduje), mam nadzieję, że wreszcie zacznę nosić moje skarby. Do tej pory trzymałam wszystkie moje pierdółki w ozdobnym kartonie. Kupiłam nawet kolejne, które nie doczekały się jeszcze złożenia i następnie segregacji.
Niestety czas pokazał, że taki sposób prowadzi do zapominania nawet o ulubionej biżuterii. Mam tego sporo, a od jakiegoś czasu noszę tylko sporadycznie jeśli w ogóle nosze.
Mam nadzieję, że na drzewku zawisną te najczęściej noszone do tej pory. Będą zawsze pod ręką plus będę pamiętać, że inne rzeczy również w pudełku są.



Najwyższy czas również nosić, a nie tylko kupować!



poniedziałek, 24 marca 2014

Suchy zawsze w pogotowiu!

Mimo, że moje włosy są już nieco ujarzmione to nadal w pogotowiu czeka suchy szampon.
Mam włosy z tendencją do przetłuszczania się u nasady. Kiedyś mogłam myć co drugi dzień. Później myłam codziennie. Niestety takie codzienne mycie było dla mnie czymś strasznie kłopotliwym. Myłam włosy wieczorem, rano u nasady były już klapnięte i sprawiały wrażenie nieświeżych. Z czasem pozostała część włosów stała się przesuszona... Istny koszmarek. Nie zawsze była potrzeba mycia ich codziennie ale dostałam lekkiego fisia i czułam się źle chociaż włosy były świeże. Cóż, klapnięte włosy u nasady nad ranem gdy reszta ok nie są marzeniem. Postanowiłam skusić się na suchy szampon i nie żałuję. Przetestowane mam już 3 specyfiki z tym, że jeden gości u mnie na stałe i już wiele opakowań za mną.

Zacznę może od dwóch gości (bo raczej ich już nie zakupię) czyli:

Syoss Volume Lift 
Twardy zawodnik jeśli chodzi o pozostawianą biel - pozostawiał białe kuleczki, które strasznie trudno było usunąć. Nie było to regułą jednak w większości przypadków walczyłam z bielą. Zapach znośny. 
Niestety włosy po zastosowaniu nie były rewelacyjne - wysuszacz, efekt szorstkości. Na koniec: wydajność... bardzo słaba. Byłam w szoku jak szybko się skończył.

Skład: Isobutane, Oryza Sativa Starch, Alcohol Denat., Butane, Propane, Parfum, Limonene, Hexyl Cinnamal, Linalool, Citronellol, Geraniol


Timotei, Pure
Na plus zapach. Ciutkę lepsza wydajność od w/w. Dość delikatny produkt jednak zbytnio go nie polubiłam mimo, że dodawał świeżości włosom. 

Skład: Isobutane, Oryza Sativa Starch, Alcohol Denat., Butane, Propane, Parfum, Limonene, Hexyl Cinnamal, Linalool, Citronellol, Geraniol


Na stałe zagościł u mnie suchy szampon Isana.
Nie jest on produktem bez wad - trzeba uważać aby nie przesadzić, inaczej grozi nam biel z którą będziemy miały słabe szanse plus zapach potrafi być duszący. Jednak praktyka czyni mistrza:) Gości już u mnie kawał czasu, już sporo sztuk za mną.
Na plus cena (w promocji nawet za ok. 6zł), dość dobra wydajność (szczególnie w porównaniu z droższymi suchymi). Włosy wyglądają na odświeżone, lekkie. Efekt zmatowienia mniejszy niż u innych.
Osobiście stosuję go głównie do lekkiego odświeżenia u nasady, jednak sprawdza się w sytuacjach bardziej awaryjnych (miałam parę akcji kiedy testując nowy szampon okazało się, że włosy umyte wieczorem rano wyglądały tak, że lepiej nie mówić...). Spryskuję, czekam chwilę po czym czesanie-suszarka i/lub ręcznik i gotowe. 
Być może też troszkę przysłużył się do tego, że mogę myć włosy co drugi dzień i to nie zawsze go stosując.


Skład: Butane, Aluminum Starch, Octenylsuccinate, Alcohol denat., Parfum, Hexyl Cinnamal, Aqua, Distearyldimonium Chloride, Isopropyl Alcohol


piątek, 21 marca 2014

Wiosenne porządki...czyli denka ale i znalezione w otchłani łazienkowej szafy...Part 3

Ostatnia już odsłona piątkowych porządków...



Bell, Milky Shake, Błyszczyk do ust
Posiadałam kolor 6. Do dnia dzisiejszego siedział ukryty w szafie. Do dnia dzisiejszego nie wiem jak można zgarnąć produkt z opakowanie. Troszkę go siedziało na dnie ale niestety nie było możliwości wyciągnięcia sporej końcówki. Muszę znów go gdzieś dorwać, a o to u mnie dość trudno:(
Trzeba przyznać, że jest to produkt uzależniający. Osobiście byłam nim jak i pozostałymi zachwycona.

Lovely, Koktajlowy balsam do ust
Uwielbiałam i dziwi mnie fakt, że znikł z mej kosmetyczki. Zawsze towarzyszył mi Pink Passion bardzo często w towarzystwie olejku do ust Wibo. Wyglądam cudownie na ustach, miałam chyba z 5 opakowań. Przyznam szczerze, że nie wiem czy go jeszcze można dostać...

Noni Care, Deluxe, Anti-aging, Pomadka ochronna do ust
Dobry skład ale...się z nią nie polubiłam. Użyta może z 4-5x. Nadaje ustom malinowy kolor. 

Isana Intesiv, pomadka do ust intensywne nawilżająca
Nie było akurat mojej wersji hydro, której jestem wierna już kawał czasu i tylko jej ufam w 100% jeśli chodzi o nawilżenie. Czerwona siostra również godną zaufania jest! Regeneruje spierzchnięte, suche usta.
Jednak zostanę wierna błękitnej:D



Avon Naturals, Uniwersalny balsam z woskiem pszczelim
Zawsze chciałam zamówić aż w końcu dostałam jako gratis. Cudeńko. Myślałam, że szybko się ulotni ale jest dość wydajnym produktem. Koi, regeneruje, nawilża. Korci mnie aby znów zagościł na mojej półce. 

Lovely, Balsam do ust z aloesem i mentolem
Używałam swego czasu sztyftu, skusiłam się metalowe pudełeczko z powodu promocji. Jestem zadowolona i z chęcią do niego wrócę czy to w powyższej postaci czy też sztyftu. Kosmetyk godny uwagi. Dobrze nawilża, koi spierzchnięte usta. Jestem na tak!

Na koniec gość programu. Idealny przykład kupienia czegoś pod wpływem chwili, bo wszyscy mają lub na to polują, cena niska i długo by wymieniać...

Czyli limitowana różana kolekcja Wibo:
Róż do policzków 3 - użyty parę razy
Pomadka 2 - użyta parę razy
Cienie 4 i  5 - nie ruszone
Lakier 5 - chyba nie ruszony

Istne mistrzostwo! Dobrze, że kupiłam za jakieś grosze więc nie jest mi aż tak żal tego marnotrawstwa.
Mam też nauczkę, że kupujemy to co potrzebujemy. Dobrze każda z nas wie, że nawet rzeczy które są nam koniecznie potrzebne/podobają nam się potrafią dłuuuugo czekać na swoją kolej. 

Wiosenne porządki...czyli denka ale i znalezione w otchłani łazienkowej szafy...Part 2

Kolejne cuda wygrzebane z czeluści łazienkowych szafek...



Na pierwszy ogień idą kremy, które towarzyszyły mi (z małymi wyjątkami) podczas nagłego problemu z cerą.

AA, Skóra pod kontrolą, Antytrądzikowy krem na noc seboregulujący
Sporo mi go zostało i niestety leci do kosza z racji przeterminowania. Początkowo nie mogłam się do niego przekonać, później stosowałam go od czasu do czasu, a później wyszło jak wyszło. Trudno mi mówić o skuteczności ponieważ w tamtym okresie czasu stosowałam różne cuda i już sama nie wiedziałam co potęguje, co jest neutralne, a co pomaga w 100%. Jak wspomniałam na początku jakoś mnie nie zachęcał, stosowany od czasu do czasu dawał poczucie nawilżenia i lekkiej regeneracji po stosowaniu 10 innych specyfików z tonikami na czele wysuszającymi cerę. Krótko mówiąc: chyba się do końca nie przekonałam co do niego więc trudno mi mówić o jego wspaniałych działaniu.

Under Twenty, Anti!Acne, Krem nawiżająco-matujacy
Z małymi przerwami jest ze mną od mych lat nastoletnich;) Przepada za nim również moja druga połówka, która z wielką namiętnością mi go podkradała swego czasu i stosuje do dziś. Dodam, że już dawno nastolatkami nie jesteśmy... Obecnie mam od niego wolne. W każdym razie niezastąpiony nawilżaczo-matowicz, lekko poprawiający koloryt. Do tego wydajny, dostępny oraz tani.

Allerco, krem emolientowy natłuszczający oraz nawilżajacy
Polecony przez panią farmaceutkę. Jeśi mnie pamięć nie myli to już była końcówka mojego szału z cerą. Nawilżający został wyciśnięty z tubki do końca, natłuszczający niestety nie (i leci do kosza:(). Trzymałam głównie dlatego aby wreszcie napisać kiedyś opinię na ich temat na wizażu. Troszkę to trwało i ostatecznie nie tam:) Z miłą chęcią jeszcze je przetestuje aczkolwiek niekoniecznie w trakcie takich problemów z cerą. 


Eveline, Bio Depil, Głęboko nawilżający krem do depilacji skóry suchej i wrażliwej
Kupiłam, zastosowała i jestem zadowolona. Przyznam, że niektóre opinie mnie przeraziły jednak cieszę się, że sama spróbowałam i nie było rzezi. Czekam na mnie jeszcze wersja 9w1.


DeBa, Bio VItal, Szampon zwiększający objętość włosów
Na plus szata graficzna, zapach i cena. Jeśli chodzi o resztę to bez szczególnej rewelacji. Początkowo byłam zadowolona z efektu jednak później zauważyłam,że włosy nie są jakość szczególnie objętościowo zwiększone, ma tendencje do plątania włosów, nie widziałam również poprawy jeśli chodzi o brak przetłuszczania. Czasami wręcz miałam wrażenie, że włosy przetłuszczają mi się u nasady szybciej.

Biały Jeleń, Żel pod prysznic Naturalny oraz Dziewanna i Rokitnik
Stosowałam mydło w kostce i długo zastanawiałam się czy nie wypróbować innych kosmetyków. Była okazja w Biedronce więc ją wykorzystałam. Delikatny i przyjazny dla skóry, DziR nieźle pachnie. Jedyny minusik to taki, że zawsze wylewał mi się spory (z racji gęstości) glucik, a co za tym idzie dość szybko produktu ubywa. 

Johnson's Baby, Bedtime, Kojący żel do mycia ciała na dobranoc
W każdym z nas jest coś z dziecka. Kupiłam i nie żałuję. Cudowny zapach lawendy pozwalał mi na 100% relaks. Wydajne opakowanie. Kto wie może kiedyś do niego jeszcze wrócę.

Diplona, Odżywka regenerująca do włosów suchych i zniszczonych
Stosowałam wraz z szamponem, którego dawno już nie mam. Na dniach skończyłam dopiero odżywkę.
Byłam bardzo zadowolona z tego duetu. Ułatwiała rozczesywanie, włosy stały się odżywione, lśniące i gładkie.

Wiosenne porządki...czyli denka ale i znalezione w otchłani łazienkowej szafy...Part 1

Z racji coraz piękniejszej pogody postanowiłam zrobić kolejne, bardziej konkretne porządki w łazience.
Oprócz normalnych końcówek produktów znalazłam również inne cuda, które nie wiem co jeszcze u mnie robią, dorwałam również parę takich które lubiłam ale nie wykończyłam bo gdzieś się zapodziały ale już nadają się tylko do wyrzucenia.
Przeraża mnie fakt, że nie wiem co się działo wśród łazienkowych kosmetyków.
Odkryłam, że mam full zapachów wszelakich, full kremów i innych cudów do stóp, nawet sporą ilość kolorowych pomadek/błyszczyków do ust (oczywiście nie używam...). Jeśli chodzi o cienie i lakiery to wiedziałam, że coś tam jest;)
Pomijam inne specyfiki, które nie wiem kiedy zacznę używać, niektórym zbliża się termin (ale jeszcze do m.in. wakacji mam czas), niektórych nie mogę (chyba) za bardzo obecnie używać. Istne szaleństwo i przerażenie!!
Zdaję sobie sprawę, że i tak nie jest ich dużo, wiele kobiet ma ich więcej na głowie.
Jednak obiecałam sobie większą kontrolę, zakaz kupowania i koniecznie zużycie produktów, które posiadam już w mej kolekcji. Plus wyrzucanie wszystkiego na bieżąco - nie ma "zużyje to później" (dobra,dobra;)), wycisnę do końca następnym razem itd. Jestem rewelacyjnym przykładem, że jeśli coś zniknie z oczu to już raczej o tym zapomnimy...

Avon, Solutions, koloryzująco-nawilżający krem na dzień SPF 20
Byłam wielką fanką wersji wcześniejszej (białe opakowanie 'Źródło energii'). Opcję z zdjęcia zużyłam w ilości (jeśli mnie pamięć nie myli) sztuk 1. Moim zdaniem gorsza wersja albo ja z niej wyrosłam. Przestałam używać kawał czasu temu, a jak widać opakowanie nadal jest;) Posiadam najnowszy/inny wariant również avonu. Ani razu nie użyłam, nie mogę się przekonać ale chyba zacznę testować... Dodam, że z 2-3 dostałam w prezencie i obecny i nowy też. Inną zostawiłam na test, krem ze zdjęcia powędrował w rodzinę. Trudno powiedzieć mi czy wrócę...

Avon, Ideal Shade, Light makeup, Lekki podkład "Idealny kolor"
Nie pamiętam jaki kolor miałam.Mój odwieczny problem przy opcji bycia jaśniejszą to dobór odcienia. Niestety nawet jeśli na dłoni wydaję się, że wszystko będzie ok nagle na buzi mam efekt wampira (większy lub mniejszy). W tym przypadku nie było tragedii aczkolwiek wspomagałam się ciemniejszym podkładem. Na wielki plus: rozświetlenie cery, brak efektu maski oraz wydajność. 

Soraya, Make-up sceniczny, idealnie kryjący
Ostatnio posiadałam 2 ciepły beż. Wcześniej chyba nieco ciemniejszy...
Wiem, ze budzi sporo kontrowersji jednak osobiście za nim przepadam. Nie jest to może mój ideał bo nadal go szukam;) Co do krycia to faktycznie nie jest to może ideał ale sprawa, że buzia wygląda naturalnie, promiennie, nie ma efektu maski. Z tego co zauważyłam na sklepowych półkach chyba zmieniono opakowanie...Z miłą chęcią wrócę do niego ponownie.

Soraya, Make-up kryjący
Miałam również opcję matującą, od jakiegoś czasu kupuję kryjący. Na zdjęciu starsza wersja, w codziennym użyciu nowsza wersja "Natural Effect". Posiadam odcień 3 naturalny. W najbliższym czasie, mimo nadchodzącego lata, zastanowię się nad jaśniejszą wersją.
Wiem, że jest to kolejny podkład, który budzi wiele kontrowersji. U mnie natomiast się sprawdził. Przy opalonej buzi stosowałam symbolicznie aby poprawić koloryt - dawał naturalny efekt, kryjąc drobne niedoskonałości. Obecnie pomaga mi przy jaśniejszych odcieniach tworząc z jaśniaczkami duet - bardziej lub mnie - idealny. Lubię go i tyle:) Nic na to nie poradzę!


Balea, Juicy Melon, Bodylotion
Idealny przykład tego, że wyciśnięcie produktu do końca może się bardzo, bardzo, bardzo przedłużyć. Może podświadomie chciałam go zachować jak najdłużej;) W każdym razie produkt rewelacyjny. Nie mówiąc o tym jak pachnie...Cudo!

Joanna, Naturia, Balsam do ciała nawilżający z czarną porzeczką
Zakupiony na spontanie. Skusiłam mnie cena jak i zapach. Cena była taka, a nie inna ponieważ pozostał miesiąc do jej zużycia. Zakochana kupiłam, parę razy użyłam i zapomniałam... Na plus zapach ale nie jestem pewna jego właściwości nawilżających przy bardziej suchej skórze.


Avon, Advance Techniques, Kuracja naprawcza 3D do włosów suchych i zniszczonych
Stosowałam na końcówki, ew. od połowy włosów. Wystarczy naprawdę mała ilość, a co za tym idzie jest wydajny. Pomaga w rozczesywaniu włosów, ma przyjemny zapach. Włosy są bardziej zdyscyplinowane, odżywione, a co za tym idzie lepiej się prezentują. Bardzo przypadł mi do gusty. 

Avon, Solutions, Plus + Maximum Moisture, Kuracja intensywnie nawilżająca "Moc nawilżenia"
Dostałam kawał czasu temu jako gratis. Niestety, z tego co się orientuje nie jest chyba już dostępny oraz swojego serum nie wykończę chyba do końca (dość długo już u mnie stoi). Nie wiem czemu o nim zapomniałam ponieważ dobrze się sprawdzał. Delikatna forma żelu dawała niezłe nawilżenie oraz poprawiała kondycję skóry. Był dość wydajny. Opakowanie zostawiam ponieważ może się przydać. 

Eveline, Extra Soft Bio, Serum do ust
Pomadka nie została zużyta do końca. Nie wiem sama czemu... Chyba niezbyt mi podpasowała.




środa, 19 marca 2014

W każdym z nas jest coś z dziecka czyli Babydream zaatakował łazienkę!

Na dniach wreszcie wykończyłam do końca kosmetyki dla dzieciaków tych mniejszych i tych większych.
Wreszcie nie oznacza, że była to niemiła przygoda. Jednak muszę przyznać, że w jednym przypadku dość wydajna, a co za tym idzie dość długotrwała. W drugim przy końcu dość męcząca jeśli chodzi o praktyczność.

Na pierwszy ogień poszedł Kremowy żel do kąpieli dla niemowląt i dzieci (ok. 8-10zł/300ml).


Po paru dniach dołączył do niego żel do mycia niemowląt od stóp do głów ;) (ok.10zł/500ml)


Na dzień dzisiejszy trudno mi odpowiedzieć jak sprawdzi się u najmłodszych jednak osobiście jestem zadowolona. Delikatny dla skóry, wspaniały zapach (szczególnie tego od stóp do głów:)).
Pierwsza opcja to kremowy żel, który jest dość wydajny jednak dość sztywne opakowanie utrudnia wydostanie go przy końcówce. Niestety jest to dość uciążliwe. Czasami - o dziwo - drażnił mnie zapach. 
Moim faworytem w tym zestawieniu jest opcja numer dwa. Poręczna aplikacja, również wydajny i wspaniale pachnący.
Swoje zadanie spełniają w dużym stopniu: nie wysuszają, mają delikatne działanie na skórę. Wydaję mi się, że warto im zaufać. Naprawdę dobra jakość za małą cenę. 





piątek, 14 marca 2014

Ziaja, PhytoAktiv, Krem aktywnie regenerujący do cery z problemami naczynkowymi na noc

Na przełomie 2012/2013 zaczęłam zwracać uwagę na tendencję do czerwonego noska podczas zmian temperatur, policzki również nabierały rumieńców. Mam w miarę delikatne zaróżowienia jednak postanowiłam coś z tym zrobić jak najszybciej.


Za pierwszym razem doznałam szoku. Po posmarowaniu buzi stałam się rozpalona. Lekka panika i odstawienie kremu chyba na jakieś dwa tygodnie. Skusiłam się ponownie ponieważ chciałam zobaczyć czy będzie znów tak samo. Na szczęście cera zareagowała inaczej - super nawilżał moją zmęczoną skórę (walczyłam swego czasu z dziwnym atakiem pryszczy i miałam cerę w niektórych miejscach prawie jak papier).
O dziwo reakcja się nie powtórzyła i krem został ze mną na dłużej. Stosowałam z małymi przerwami do około września/października 2013 (około 2-3opakowania). W tej chwili zrobiłam sobie małą przerwę ponieważ nie jestem pewna czy mogę go obecnie używać.
Krem jest naprawdę wydajny, rewelacyjnie nawilża oraz pomaga w utrzymaniu delikatnych naczynek w ryzach. Naprawdę przyzwoicie regeneruje skórę. Zapach - jak dla mnie - również przyjemny. Cena na każdą kieszeń oraz skromne opakowanie, które lubię u ziaji.


Skład: Aqua (Water), Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Isopropyl Myristate, Butylene Glycol, Tilia Cordata Wood Extract, Cupressus Sempervirens Seed Extract, Aesculus Hippocastanum (Horse Chestnut) Seed Extract, Lecithin, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Cetyl Alcohol, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Laureth-7, Magnesium Ascorbyl Phosphate, Collagen, Sodium Chondroitin Sulfate, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Dimethicone, Diazolidinyl Urea, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropional, Alpha-Isomethyl Ionone, Linalool, Citronellol, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Hexyl Cinnamal, Eugenol, Citric Acid


Znów zakupowo...

Staram się ograniczać zakupy do minimum z paru powodów:
- pełno kosmetyków czeka na denko, nie mówiąc o tym prawie zapomnianych/czekający na swoją kolej
- jeśli już kupuję to staram skupić się obecnie na kosmetykach dla pewnej grupy pań
- pewne kosmetyki powinnam sobie na pewien czas darować

Co jednak zrobić jeśli promocje kuszą, coś jest potrzebne (jak zawsze zresztą...:)) i długo można się tłumaczyć.


Do koszyka zawędrował krem Babydream w promocji. Szkoda tylko, że nie zerknęłam dokładnie na opis i zamiast wpakować do koszyka krem pielęgnacyjny wybrałam wersje przeciw odparzeniom. Coś mi nie grało, był za gęsty i przy drugim zastosowaniu zorientowałam się czemu...:)
Zachęcona opinią jednej z blogowiczek skusiłam się również na krem Ziajka dla niemowląt oraz dzieci. Zobaczymy jak się sprawdzi, zapach obłędny.
Oczywiście kolejny lakier musiał wylądować w koszyku (Catrice 22) - musiałam go mieć! Łososiowy kolor z mieniącymi, złotymi drobinkami wołał "weź mnie". Przeceniony na 6,99 przy kasie 7,99 :P Mam wrażenie, że moją Nature również dopada czasem inna cena na produkcie, inna przy kasie. Plus zestaw 3 naklejek - stwierdziłam, że cena zachęca do przetestowania (2,99-3,99). Szkoda tylko, że obietnica testowania lakierów w celu zużywania ich ciągle w zawieszeniu...:/

Tego lata nie będę mogła sobie za bardzo pozwolić na mocny brąz więc szukam pomocy w kosmetykach.
Samoopalaczy nie stosuję, balsamy brązujące w ciepłe dni średnio się sprawdzają. Bardzo często mają swój specyficzny zapaszek, brudzą ubrania itd. 
Niestety nie udało mi się dorwać brązującego cudu Rimmela. Taka opcja aplikacji bardzo mi odpowiada - troszkę na odkryte partie ciała, brąz przez cały dzień, a później spokojnie zmycie. Jednak szukałam, szukałam i albo nie miewają albo (wieczna) pustka na półce. Coś mnie podkusiło i ruszyłam na półkę z balsamami. Miłe zaskoczenie, że ktoś stworzył coś podobnego. Lirene BodyBB to koszt ok 25zł. Zaserwowałam sobie opcję do ciemnej karnacji bo pewnie troszkę słońca złapię. Opcja jaśniejsza wydawała mi się za jasna:)
Do tego w promocji za 6,99 Balsam z drobinkami złota Czterech Pór Roku. Mam jeszcze moją rozświetlającą Kolastynę z ubiegłych wakacji, którą pokochałam. Mam nadzieję, że na tym produkcie również się nie zawiodę.


Skusiłam się również na biedronkowe zapaszki. Od jakiegoś czasu obserwowałam, że seria Eden schodzi dość szybko. Wrzuciłam do koszyka odświeżacz do tkanin dla testu.
Jednak o innej, wspanialszej rzeczy chcę tu napisać. Koło dyfuzerów przechodziła zawsze obojętnie. Kiedyś zaserwowałam sobie takowy i był naprawdę trwały i dość mocny jednak nie zakochałam się w tego typu odświeżaczach. Dziś podczas drobnych zakupów w oczy rzuciła mi się opcja "Słodkie winogrona" i fakt, że ich jest najmniej. Skuszona tym faktem powąchałam i się zakochałam. Naprawdę cudowny zapach.
Sądząc po ilości nie tylko mnie oczarował. Warto przetestować (8,99zł).




piątek, 7 marca 2014

AA, a nie jestem pewna

Jednym z kremów, które mam na wykończeniu jest AA, Wrażliwa Natura 20+, krem na dzień.
Nie posiadam już kartonika więc posiłkując się oficjalną stroną produktu w skrócie zaprezentuję obietnice producenta:
- nawilżenie oraz zdrowy koloryt
- działanie kojące i dodające blasku
- zapobieganie ściąganiu i przesuszeniu
- lekka konsystencja doskonale się wchłania, nie obciąża oraz nie pozostawia tłustej warstwy.

0% alergenów, konserwantów, syntetycznych barwników, alkoholu, olejów mineralnych i pochodnych ropy naftowej, silikonów, syntetycznej kompozycji zapachowej, olejków eterycznych, glikolu propylenowego (PEG). 

Skład: Aqua, Octylododecanol, Dicaprylyl Ether, Parfum, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Sterate Citrate, Glycerin, Cucurbita Pepo Seed Extract, Centaurea Cyanun Flower Water, Glyceryl Caprylate, Xanthan Gum, Citric Acid.



Krem mnie do siebie nie przekonał. Wielki plus i brawa za skład. 
Zapach dość specyficzny - sama nie wiem do czego go porównać. Konsystencja tępawa, ciężka. Miałam wrażenie suchości jakbym nakładała kartkę papieru, a nie krem. Wchłania się przyzwoicie jednak zostawia na skórze tłusty film. 
Zdrowym koloryt i blask? Trudno stwierdzić. Osobiście po nałożeniu miałam wrażenie matu i papieru.
Mam naprawdę mieszane odczucia co do tego kremu...Kosmetyk oprócz skuteczności mniejszej lub większej powinien sprawiać, że chcemy go używać, powinna być to również forma relaksu. Tutaj tego nie miałam mimo, że skład jak i słoiczek zachęca i obiecuje wiele.


czwartek, 6 marca 2014

Babydream, extra sensitive krem nie tylko dla maluszków

Chłodny, zimowy początek roku oraz moja urocza tendencja do chropowatych dłoni w tego typu dni nie wróży niczego dobrego szczególnie w połączeniu z zapominaniem o odpowiedniej pielęgnacji. Dodatkowo dobiłam się detergentami plus moja skóra jest chyba nieco bardziej wrażliwa i problem gotowy. Zanim się obudziłam było niezbyt ciekawie. Domowe kremy stojące na półce średnio sobie radziły z problemem. Ruszyłam więc do Rossmanna i skusiłam się na Babydream, extra sensitive, krem pielęgnacyjny dla niemowląt i dzieci. Koszt 5,99zł/100ml.


Moje dłonie dawno takie nie były. Przesuszone, chropowate i swędzące. Do tego małe dobicie detergentami i w pakiecie miałam już pękającą skórę. Czym nie posmarowałam to swędziało i nie dawało ulgi.
I tutaj zjawia się mój cud kremowy - ulga już przy pierwszym użyciu:) Posmarowałam dość grubą warstwę, która została wciągnięta w mgnieniu oka. Nie chcę skłamać ale moje dłonie wróciły do formy w 4-5 dni. 
Super nawilżenie, ukojenie, zero dyskomfortu podczas stosowania. Stosowałam po każdym myciu dłoni i nie tylko. Czuć, że skóra jest nawilżona, odżywiona. Czuć krem na dłoniach ale nie jest to nieprzyjemna tłusta warstwa. Od czasu do czasu wylądował również na buzi.
Po akcji zawędrował na półkę i stosuję go w razie potrzemy, zamiennie z innymi kremami. 
Coś jeszcze w tubce jest więc w najbliższym czasie zakupie kolejną i kto wie może zastosuję nie tylko na dłoniach.


Konsystencja kremu jest lekka, dobrze się rozprowadza. Stosuję wersję bezzapachową.
Jestem zadowolona i z czystym sercem polecam każdemu.




Mały biały wyjątek - Garnier Mineral Action Control

Jestem zwolenniczką antyperspirantów w kulce, ewentualnie żelu. Białym sztyftom mówiłam do tej pory nie - nie wiem ile mogłabym czekać i tak zawsze ubrania miałam białe. W ramach eksperymentu zakupiłam jednak sztyft Garniera. Tyle pisano o serii Garnier mineral, kulki odstraszały mnie zapachami, była promocja i stwierdziłam, że podejmę ponowną próbę stosowania sztyftu. Dodam, że jakiś zapaszek jest (niech wreszcie każdy producent wprowadzi bezzapachowce-proszę!!) jednak nie jest narzucający i potrafi ładnie się ukryć:)

Producent obiecuje nam: Ulepszona formuła: mniej śladów. Wzbogacony w Mineralite (Mineralite=Perlite).
Skuteczna ochrona: upał, sport, stres.


Moje paszki mają tendencję do szybkiego pocenia (a może to ja przesadzam bo dziwne aby w cieplejsze dni itd. mieć prawie, że suche pewne części ciała). Trudno mi stwierdzić czy antyperspirant hamuje wydzielanie brzydkiego zapachu ponieważ nie borykam się z tym uciążliwym problemem. W początkowym okresie oczywiście miałam suche/prawie suche pachy jednak po pewnym czasie chyba przyzwyczaiły się do sztyftu - jednak tragedii nie było. Co ważne nawet po całym dniu nie czujemy "zmęczenia" - zapewne to wielka zasługa delikatnego zapachu. M.in. dlatego uwielbiam bezzapachowce lub delikatne zapachowe akcenty. Zawsze miałam wrażenie, że wszelkie zapachy kwiatów, cytrusów i innych cudów - nawet jeśli nie mamy problemu z brzydkim zapachem - tworzyły jednak po całym dniu nieciekawą mieszankę. 
Sztyft jest również delikatny i dobrze się wchłania co faktycznie ogranicza białe ślady na ubraniu.

środa, 5 marca 2014

Niekończąca się historia czyli Isana i jej krem do ciała z owocem granatu i figą

Skusiłam się na 3 giganty na promocji w cenie 7,99. Krem z masłem shea i kakao już dawno za mną. Przyszła pora na granat i figę - końca nie widać:) Niby końcówka, niby już prawie denko, a nadal tam twardo tkwi.


Kolejny raz się powtórzę - balsamy uwielbiają u mnie dość szybko znikać. Ten jest i skończyć się nie chce:)
Przyznam szczerze, że jego zapach już trochę mnie drażni, jakoś szczególnie również mnie nie zachwycił.



Lekka (i dość rzadka) konsystencja sprawdza się rewelacyjnie w chwilach kiedy szybko chcemy sobie coś zaaplikować bo czas nagli do wyjścia lub nie mamy sił po całodziennym dniu aby wmasowywać w siebie gęste, ciężkie balsamy, kremy i inne cuda, a skóra woła pić. Dobry również w cieplejsze dni.
Dość szybko się wchłania, nie pozostawia lepiącej powłoczki. Nie jest super nawilżaczem jednak nie można mu zarzucić, że kompletnie tego nie robi. Jednak pamiętać trzeba, że jest do skóry suchej. Moim zdaniem takowa skóra potrzebuje czegoś więcej niż tylko chwilowej ulgi. Od czasu do czasu czemu nie jednak warto mieć w pogotowiu coś bardziej nawilżająco-odżywczego.


Under Twenty, Anti Acne Effect Maxi

Jakiś czas temu zmagałam się z atakiem pryszczy. Latka już swoje miałam na koncie, aż tu pewnego dnia - prawie z dnia na dzień - dostałam wysypu wulkanów (inaczej nie dało się tego nazwać) i innych cudów, które nie wiadomo czemu i nie wiadomo po co:) się pojawiły. Troszkę się z nimi zmagałam, była już chwila zwątpienia, a później problem znikł... Dobra strona tej niezbyt miłej przygody to fakt, że odkryłam blogi...
Jakiś czas później mając szał zakupowy skusiłam się na podkład Under Twenty. Pamiętając swoją przygodę stwierdziłam, że może nie mam under twenty ale przetestuję fluid szczególnie, że cena krzyczała "co Tobie szkodzi" 5-6zł !







Długo nie mogłam się do niego przekonać, a później poczułam smutek, że już końcówka. Jeszcze coś w tubce zostało jednak nie jestem pewna co do stosowania tego typu antybakteryjnych specyfików w pewnym stanie więc nie wyduszę go do końca.


Moja opinia na jego temat będzie dość nietypowa ponieważ nie stosowałam go samodzielnie. Na dłoni kolor wydawał się nawet ok (2-naturalny). Po wysmarowaniu nim buzi przeraziłam się ponieważ efekt był nieco wampirzy;)
Krycie jest niezłe i idzie w parze z lekkością co jest sporym plusem. Trzeba jednak uważać na nawilżenie cery ponieważ lubi ukazać światu nasze np. suche skórki.

Stosowałam go z nieco ciemniejszym podkładem, który był czasem za ciemny - mieszanka stworzyła podkład prawie idealny. 
Jeśli chodzi o matowienie to jest to zapewne kwestia danej cery. 

Pamiętajmy, że jest to jednak produkt under twenty i podchodzi pod coś co daję efekt "jestem ale mnie nie ma". 
Kto wie może jeszcze kiedyś do niego wrócę...



Joanna, Z Apteczki Babuni, Balsam (naprawdę) nawilżający

Mimo prób zmian balsamów zawsze wracałam do czerwonego Garniera. Inne cuda albo kompletnie się nie sprawdzały albo na dłuższą metę nie dawały rady. Inną kwestią jest, że czerwonego lubię:D
Ostatnimi czasy moja skóra może już nie jest sucha jak papier ale takie czasy bywały i zawsze z podkulonym ogonkiem wracałam do pana G. Obecnie znajduję w miarę dobre zamienniki jednak zastanawiam się czy nie zakupić ulubieńca i co parę dni nie dawkować go mojej skórze.
Swego czasu na promocji w Naturze zakupiłam skromny balsam Joanny w naprawdę przyzwoitej cenie (poniżej 10zł).


Jest to naprawdę godny uwagi produkt. Bardzo dobrze nawilża, wspaniale pachnie jaśminem. Lekka konsystencja pozwala na szybkie wchłanianie kosmetyku, a przy tym dziw bierze, że taka lekkość potrafi nawilżyć. Zapach jest delikatny, nie narzucający się. Czuć, że skóra jest nawilżona i jest to efekt długotrwały.
Przy czym nie mamy efektu tłustego filmu na ciele. 
Producent nie kłamie również w kwestii łagodząco-regeneracyjnych. 
Spora wydajność również na plus. Niestety, trafiłam na zepsutą pompkę...



Warto pokusić się na zakup. Naprawdę dobra jakość, polski produkt, atrakcyjna cena oraz pojemność (500ml).

wtorek, 4 marca 2014

Balea Young, Lovely Raspberry (Malinowy balsam do ust)

Uwielbiam wszelkiej maści mazidła do ust. Jedną z nich jest zdobycz z DM. Urocze opakowanie wręcz krzyczało do mnie abym je wrzuciła do koszyka. Cena również - poniżej 1 euro.

Oczywiście jest to kosmetyk z serii "zapomniałam o Tobie przez chwile". W tym przypadku nie wiem czemu - dobre nawilżenie, naturalny efekt na ustach i wspaniały zapach. Nie będę jednak ukrywać, że nadaje się na usta którym raczej nic nie brakuje. 
Pewnie to również wina sentymentu ale naprawdę lubię go stosować. Opakowanie zawiera 10g wydajnego produktu w kuszącej cenie. Opcja nakładania paluchami nie każdemu może odpowiadać. Jeśli chodzi o konsystencje - lekka, przyjemna w nakładaniu.



Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka