środa, 5 marca 2014

Niekończąca się historia czyli Isana i jej krem do ciała z owocem granatu i figą

Skusiłam się na 3 giganty na promocji w cenie 7,99. Krem z masłem shea i kakao już dawno za mną. Przyszła pora na granat i figę - końca nie widać:) Niby końcówka, niby już prawie denko, a nadal tam twardo tkwi.


Kolejny raz się powtórzę - balsamy uwielbiają u mnie dość szybko znikać. Ten jest i skończyć się nie chce:)
Przyznam szczerze, że jego zapach już trochę mnie drażni, jakoś szczególnie również mnie nie zachwycił.



Lekka (i dość rzadka) konsystencja sprawdza się rewelacyjnie w chwilach kiedy szybko chcemy sobie coś zaaplikować bo czas nagli do wyjścia lub nie mamy sił po całodziennym dniu aby wmasowywać w siebie gęste, ciężkie balsamy, kremy i inne cuda, a skóra woła pić. Dobry również w cieplejsze dni.
Dość szybko się wchłania, nie pozostawia lepiącej powłoczki. Nie jest super nawilżaczem jednak nie można mu zarzucić, że kompletnie tego nie robi. Jednak pamiętać trzeba, że jest do skóry suchej. Moim zdaniem takowa skóra potrzebuje czegoś więcej niż tylko chwilowej ulgi. Od czasu do czasu czemu nie jednak warto mieć w pogotowiu coś bardziej nawilżająco-odżywczego.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za wizytę:)

Niezmiernie mi miło czytać każdy pozostawiony komentarz.

~~~~~~~~~~
Dziękuję za obserwowanie mojego bloga - serce rośnie, że jest Was coraz więcej w mych skromnych progach:D
~~~~~~~~~~
Niestety ostatnimi czasy mam coraz więcej próśb o obserwowanie i klikanie. W związku z tym pozostawiam takie komentarze bez odzewu. Jeśli masz ochotę - obserwuj. Nie proś mnie jednak o obserwacje wzajemną z naciskiem na mój pierwszy krok - wiem jak do Ciebie trafić! Odwiedzam wszystkich komentujących.


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka