sobota, 10 maja 2014

Bielenda i jej pistacjowe szaleństwo do ciała

Gdy tylko zobaczyłam pistacjowe cudo musiałam je mieć!! Natura zaserwowała jakiś czas temu masełko Bielendy w cenie 9,99 za 200ml. Stwierdziłam, że ładnie poczeka na swoją kolej bo teraz mam inne smarowidła do wykończenia. Oczywiście nie wytrzymałam:) Od czasu do czasu serwuję sobie waniliowo-pistacjowe zapaszki.


Trzeba przyznać, że już samo opakowanie kusi. W tym przypadku mamy delikatne masło, które dość szybko się wchłania. Zapach powala - słodko, słodko i jeszcze raz słodko...



Oczywiście spodziewałam się słodyczy jednak czasem aż od niej mdli. Stanowczo wanilia dominuje. 



I teraz najważniejsze: produkt nawilża jednak nie jest to, w moim odczuciu, efekt długotrwały. 
Stawiam na coś bardziej odżywczego oraz nawilżającego. Oczywiście jest przyjemny w stosowaniu ale dla mnie to taki miły dodatek od czasu do czasu. Lubię czuć balsam - może nie jestem fanką tłuścioszków, które nigdy się nie wchłaniają jednak lubię smarowidło czuć szczególnie przy wieczornej pielęgnacji. Dobrze sprawdza się kiedy musimy na szybko coś użyć bo skóra chce chociaż minimum, a nam się śpieszy (czy to do wyjścia czy to do łóżka;)). 
Masło Bielendy jest przyzwoite i warte przetestowania na sobie jednak nie wiem czy byłabym w stanie używać go ciągiem jako produkt główny (i jedyny) w codziennej pielęgnacji skóry. 




1 komentarz :

Dziękuję za wizytę:)

Niezmiernie mi miło czytać każdy pozostawiony komentarz.

~~~~~~~~~~
Dziękuję za obserwowanie mojego bloga - serce rośnie, że jest Was coraz więcej w mych skromnych progach:D
~~~~~~~~~~
Niestety ostatnimi czasy mam coraz więcej próśb o obserwowanie i klikanie. W związku z tym pozostawiam takie komentarze bez odzewu. Jeśli masz ochotę - obserwuj. Nie proś mnie jednak o obserwacje wzajemną z naciskiem na mój pierwszy krok - wiem jak do Ciebie trafić! Odwiedzam wszystkich komentujących.


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka